W medialnym dyskursie prawicy widać dziś tylko jedno hasło: Obalmy Platformę Obywatelską, bo ta partia to katastrofa. Nie jestem w stanie podważyć tego twierdzenia, ale nie mogę też stwierdzić, że wepchnięcie PiS na jego miejsce to absolutny priorytet.

 
Wśród dzisiejszych kręgów tradycjonalistycznych i konserwatywnych można wyróżnić trzy nurty: republikański (albo propaństwowy), narodowy i chrześcijański (w wydaniu jednoznacznie katolickim). Każdy z tych kierunków nie istnieje, rzecz jasna, w próżni, a najczęściej tak naprawdę splatają się one w jeden nurt polityczny i ideologiczny. Wielu konserwatystów jest republikanami, uważa się za spadkobierców endecji i jest silnie przywiązana do katolicyzmu. I nic nie stoi ku temu na przeszkodzie. Każdy z tych etosów identyfikuje się dzisiaj politycznie w mniejszym lub większym stopniu z Prawem i Sprawiedliwością. Nie miejsce na to, żeby rozważyć na ile to jest uzasadnione. Ważniejsza jest odpowiedź na pytanie: Czy nie ma ważniejszych spraw?
 
Zacznijmy od kierunku republikańskiego. Dziś kojarzy się on przede wszystkim z konserwatyzmem, chociaż w przeszłości był cechą lewicowców. Cóż, lewica jaka jest, każdy widzi, więc nie może dziwić, że w polskiej mozaice polityczno-ideowej wiele osób czujących sentyment do PPS-u ostatecznie kończy wśród „rasowych” konserwatystów o nastawieniu propaństwowym. Istotą dzisiejszego republikanizmu na naszym rodzimym gruncie jest chęć do odnowienia wzorca obywatela-patrioty, aktywizacji społecznej Polaków i restauracji ich przywiązania do państwa. Od 1989 r. Polacy identyfikują się ze swoim państwem mniej więcej na takiej samej zasadzie, jak chłop z dworem, albo czarny tubylec z białym kolonizatorem. Urzędnik za biurkiem równie dobrze mógłby być Rosjaninem czy Austriakiem, a polski obywatel czułby się tak samo. No, organa państwowe jakoś nie utwierdzają w nas sympatii, zwłaszcza w młodych ludziach, którzy użerają się z „systemem” próbując znaleźć pracę czy założyć własną firmę. Stereotyp polityka, który „zawsze kradnie” też nie wziął się z nikąd. Czy naprawdę PiS zmieni to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki gdy dojdzie do władzy? Są ku temu pewne przesłanki, ale pamiętajmy, że statystyczny Polak nie cierpi wszystkich polityków, bez względu na barwy.
 
Interesy w wypchnięciu Kaczyńskiego do godności prezesa Rady Ministrów mają też bez wątpienia przedstawiciele etosu narodowego. Tu potrzeba patriotycznego wychowania społeczeństwa jest bez wątpienia jeszcze silniej ugruntowana, niż u republikanów. Problem polega na tym, że identyfikacja Polaków z własnym narodem nie jest do końca tak ugruntowana, jak nam się wydaje. Naturalnie, nie jest też tragicznie, o czym świadczy popularność np. Marszu Niepodległości. Ale prozaiczne uroczystości patriotyczne w tym czy innym mieście wcale nie porażają frekwencją. Cechuje nas raczej patriotyzm intencjonalny, niż bazujący na realnym wysiłku. Jeśli mamy coś dla Polski poświęcić, to wbrew pozorom wcale się do tego nie palimy. Z młodym pokoleniem jest bez wątpienia najgorzej, co jest efektem słabości naszego systemu oświaty i pozarządowych instytucji edukacyjnych. Często rozmawiam z osobami, które systematycznie pracują z młodzieżą i sygnały, które dochodzą do mnie z ich strony nie nastrajają optymistycznie. Podobnie jak społeczny stan wiedzy o polskiej historii. Bez wątpienia polityka dostarcza całej gamy instrumentów wychowawczych, ale czy wszystkich?
 
Najbardziej przyparci do muru czują się niewątpliwie konserwatyści-katolicy. Od katastrofy smoleńskiej obserwujemy koncert antyklerykalnych i antychrześcijańskich haseł. I nie są one bynajmniej tylko udziałem elit. Kto z nas nie słyszał narzekania na rzekomo rozepchnięte portfele księży? Do tego nasza religijność spada. Moje pokolenie jest najbardziej ambiwalentne religijnie i najmocniej antyklerykalne. Z młodszymi ode mnie jest nieco lepiej, ale też nie wygląda to dobrze. Powiedzmy sobie wprost: Będzie gorzej. Nowa Ewangelizacja nie jest jeszcze u nas na tyle ugruntowana, żeby mówić o przeciwstawieniu się antychrześcijańskim hasłom w przynajmniej wystarczającym stopniu. Katolikom brak też inicjatywy w mediach. No, chyba, ze przyjmiemy za probierz protesty w obronie Telewizji TRWAM. Na o. Rydzyku Kościół się jednak nie kończy. A już szczególnie dla młodych. Czy partia, która wcale nie tak dawno broniła „kompromisu aborcyjnego” będzie w stanie odwrócić koniunkturę, gdy dojdzie do władzy?
 
Czasem mam wrażenie, że w prawicowej narracji remedium na wszystko jest PiS, albo przynajmniej odsunięcie od władzy PO. (A po PO niby co? Jasne, że PiS!) Na szczęście nie zawsze. Pojawia się wiele ciekawych inicjatyw, które mogą odwrócić negatywne trendy. Marsz Niepodległości (sam pomysł był dobry), protesty w sprawie zmian w nauczaniu historii, zaangażowanie w śledztwo smoleńskie. Tylko, że … Ostatecznie wszystkie zostają zagospodarowane przez PiS. Z jednej strony świadczy to o witalności partii, na której wielu chciałoby postawić krzyżyk. Ale sprawia to pozory, jakby nic nie istniało poza PiS i to działacze tej partii byli jedynymi aktywistami na prawicy.
 
Zarówno prawicowe media, jak i posmoleńscy działacze stali się ostatnio strasznie politocentryczni. Nie ulega wątpliwości, że (jak już dano temu pisał. R. Ziemkiewicz) PO może jeszcze wiele napsuć, ale nie uważam, że wstawienie „naszych” w ich miejsce rozwiąże wszystkie problemy. Na pewno nie zastąpi pracy u podstaw. Potrzeba nam zdobywania dusz, a nie stołków.