Dzisiejszy materiał w TVN nie pozostawia złudzeń. Zbigniew Ziobro i jego świta już nie są lubiani przez salony.

 
Powód? Stał się nagle eurosceptykiem. A to w naszym postkolonialnym świecie grzech najwyższej wagi. Po przecież czego jak czego, ale europejskości i otwartości zdaniem dzisiejszego salonu potrzeba nam najbardziej. A ten ruch ze strony ziobrystów ociera się przecież o ciemnogrodzkie, „zamknięte” pisowskie metody. Do tego postpisowski rebeliant wiąże się z ciemnogrodem silnymi więzami porozumiewając się z ksenofobicznym i zacofanym Markiem Jurkiem. No, no, no. Jeszcze jeden taki numer, a Ziobro stanie się z miejsca faszystą (modne ostatnio słowo), nacjonalistą (nielubiane ostatnio słowo), czy wręcz endekiem (termin powszechnie znienawidzony, z wyjątkiem samych endeków).
 
Biedaczysko. A jeszcze nie tak dawno tak go kochano… Jeszcze niewiele, ale to naprawdę niewiele brakowało, a byłby Marilyn Monroe polskiej polityki. Tak go lubiano. Rzucił rękawicę złowrogiemu Prezesowi! Odrzucił kaczyzm! Heros i bohater wielki! A do tego nie ma kota. A tu taka niespodzianka. Skąd to psujące PR zagranie Ziobry? To całkiem proste. Prawicowy elektorat zaczął mu przeciekać spomiędzy palców. Bo prawicowcy mogą wiele mieć za złe Kaczyńskiemu, ale podlizywanie się mainstreamowym mediom przez dłuższy czas to zbrodnia. A do tego zalatuje to kluzikowszczyzną. PJN bardzo się skompromitował zaprzepaszczając nadzieje jakie w nim wielu pokładało i… Rozpływając się. Głównie w szeregach PO. Jadowicie czerwony żakiet (garsonka? mniejsza o to) to dziś synonim bezideowości i politycznej targowicy. I głównym symbolem błędnej drogi PJN-ków, jak ich złośliwie nazywano. Zatem, aby nie „pójść tą drogą” (jako rzekł klasyk) Ziobro musi dowieść własnej ziobrowatości i nie pozwolić dolepić sobie etykietki „rozbijacza” polskiej prawicy. Stąd „powrót do korzeni” w postaci eurosceptycyzmu. Ziobro nie ma do tej pory stabilnych fundamentów do budowy alternatywy dla PiS. Z wyjątkiem dobrego PR. Przecież cała partia siedzi tak naprawdę w Brukseli. Dlatego potrzebne są mu teraz alianse z nieudolnymi Prawicą RP i PJN.
 
Jeszcze wczoraj wróg mojego wroga był moim wrogiem. Jeszcze nie tak dawno odpuszczono Ziobrze wszystkie grzechy w imię walki z kaczyzmem, którego niegdyś był znakiem firmowym. Ziobro rozumie jednak, że żerowanie na stosowanej przez przeciwników Dartha Kaczora zasadzie divide et impera nie jest na dłuższą metą korzystne i prowadzi do politycznego samobójstwa. Przynajmniej na prawicy. A dobry PR, jak wszystko, na swoje granice.